Pokazywanie postów oznaczonych etykietą muzyka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą muzyka. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 26 listopada 2007

Koncert Silvio Rodrigueza

W roku 2007 Violeta Parra (o której pisałam wcześniej) obchodziłaby swoje dziewięćdziesiąte urodziny. Z tej okazji w ubiegły piątek w Parku O’Higgins w Santiago zorganizowany został koncert, którego gwiazdą był kubański piosenkarz Silvio Rodriguez. Oprócz niego na scenie wystąpiły gwiazdy chilijskiego rocka: zespół Los Tres (Ich Troje...), Inti Illimani, Congreso oraz inne. Na koncert przyszło ok. 5 tysięcy młodych ludzi. Oto parę zdjęć z piątkowego koncertu i film z recitalu, który został nagrany w Chile w 1990 roku.







Silvio Rodriguez w Chile w 1990 roku

poniedziałek, 19 listopada 2007

Violeta



foto: Violeta Parra (Portal Memoria Chilena)

W Centrum Kultury Palacio la Moneda w Santiago od niedawna można zapoznać się z dziełami słynnej artystki chilijskiej Violety Parra, której twórczości nie da się opisać w paru słowach. Wiadomo, jest znana jako pieśniarka, poetka, ale już rzadziej pamięta się o tym, że była także malarką i spod jej rąk wyszło wiele oryginalnych gobelinów, masek, ceramik, rzeźb i nie tylko. Jej styl można porównać ze stylem Nikifora: tak jak on, była ona artystycznym samoukiem, a jej twórczość ma wiele elementów wspólnych z prymitywizmem. Nie można pominąć zbieżności między dziełami Parry i malarzy tzw. naiwnych. Tkała, śpiewała, malowała. Jako dziewczynka nauczyła się grać na gitarze i szybko zaczęła komponować własne piosenki.



Żyła w ciągłej podróży: odwiedzała chilijskie wsie, by zbierać wszelkie informacje na temat folkloru. Tak jak Nikifor korzystała przy tworzeniu swych dzieł z przedmiotów użytku codziennego. I wszystko to mogłoby się wydawać takie nieistotne i prowincjonalne, ale nie w przypadku twórczości Violety, która została doceniona również poza granicami Chile. Jej wystawy można było oglądać w paryskim Luwrze, w Szwajcarii, w Stanach Zjednoczonych. W 1954 roku została zaproszona na Kongres Młodzieży do Warszawy, jako reprezentantka folkloru chilijskiego.



Wystawa w Palacio la Moneda jest niewielka: zaledwie dwie salki z gobelinami i obrazami olejnymi. Pełno w nich ludowej zabawy, tańca i muzyki. Z głośników dobiega charakterystyczny śpiew Violety. Wszystko splata się w spójną całość: pijak na obrazie, para tańcząca kuekę, grajek szarpiący struny gitary i jej śpiew w tle.


niedziela, 11 listopada 2007

Masakra




Już za miesiąc w Chile będzie się głośno obchodzić setną rocznicę masakry, której dokonano na strajkujących robotnikach w kopalni saletry w Iquique, w północnej części kraju. Potrafię sobie wyobrazić tłumy, które wówczas wylegną na ulice Santiago. Najciekawsze jest to, że jeszcze do niedawna wiedziało się stosunkowo mało o skutkach tej masakry. Był to temat tabu, o którym najlepiej było nic nie wiedzieć. Głośniej się zrobiło pod koniec lat sześciedziątych, kiedy została skomponowna najsłynniejsza chyba jak do tej pory kantata w Chile „Cantata Popular de Santa Maria de Iquique”. Muzykę do niej skomponował Luis Advis (wujek Daniela), a zinterpretował słynny chilijski zespół Quilapayún. Nie jest to zwykły utwór muzyczny ani lekka piosenka, jest to po prostu przepełniony ideologicznym krzykiem „hymn” wszystkich uciśnionych robotników. Utwór ten ma takie znaczenie dla Chilijczyków, jakie dla nas mają „Mury” Kaczmarskiego.



Ale jakie są korzenie tej kantaty i całej masakry?


Można mówić o złotej epoce w gospodarce chilijskiej od końca XIX w. do lat dwudziestych XX w. Rozkwitał wówczas przemysł wydobywczy, przede wszystkim na północy kraju, gdzie istniało wiele kopalń saletry, których właściciele (z pochodzenia głównie Anglicy) w krótkim czasie dorabiali się wielkich fortun.

Na dobrze prosperujących interesach właścicieli na pewno nie zyskali robotnicy kopalń, którzy w pierwszej dekadzie XX wieku zaczęli zrzeszać się i tworzyć związki zawodowe. Buntowali się przeciwko zbyt długiemu dniu pracy (10, 12 lub więcej godzin dziennie), wypłacaniu pensji w postaci bonów, za które mogli kupować żywność tylko w przykopalnianych sklepach za zawyżone ceny, przeciwko temu, że nie mieli żadnego ubezpieczenia od wypadków przy pracy. Domagali się również między innymi ustanowienia szkół dla robotników i innych drobnych przywilejów, które dzisiaj dla nas są czymś najzupełniej normalnym.

10 grudnia 1907 roku jako pierwsi zastrajkowali robotnicy z kopalni saletry „San Lorenzo”, ale szybko dołączyły do nich inne związki zawodowe z większości kopalń na północy Chile. Przemysł wydobywczy nagle został sparaliżowany. Do robotników chilijskich dołączli robotnicy z Peru, Boliwii i Argentyny. Tydzień później było już sześć tysięcy strajkujących, którzy wybrali na swą „strajkową” siedzibę szkołę imienia św. Marii. W szybkim tempie liczba strajkujących podwoiła się, aż 21 grudnia, w dniu masakry, było ich prawie czternaście tysięcy. Strajkujący domagali się, aby zagraniczni właściciele kopalń zaczęli pertraktacje z rządem w celu polepszenia ich sytuacji.

strajk w Iquique 1907
foto: portal Memoria Chilena


20 grudnia podczas manifestacji wojsko zabiło sześciu strajkujących i raniło wielu innych. Następnego dnia ich ciała pochowano, ale po pogrzebie strajkujący odmówili opuszczenia miasta, jak im to zostało nakazane przez władze i rozpoczęły się nieefektywne negocjacje z rządem. Strajkujący musieli opuścić szkołę, którą zajęli podczas strajku. W przeciwnym wypadku wojsko miało otworzyć ogień. Robotnicy nie opuścili szkoły, w związku z czym rozpoczęła się prawdziwa masakra, zwana Masakrą w szkole Świętej Marii w Iquique (Matanza de la Escuela Santa María de Iquique). Liczbę zabitych trudno jest ustalić: można trafić na źródła, które mówią o 200, inne z kolei podają, że zabitych zostało aż 3600 osób. Nie licząc oczywiście tysięcy rannych. Najgorsze jednak jest to, że wśród strajkujących były również żony i dzieci strajkujących mężczyzn.

Escuela Santa María de Iquique
foto: portal Memoria Chilena

Ogólnie pierwsza dekada ubiegłego wieku była okresem wzmożonej aktywności związków robotniczych w Chile: masy stawały się powoli świadome swojej roli w społeczeństwie. W 1909 r. powstała Chilijska Federacja Robotnicza FOCH (Federacion Obrera de Chile), a w 1912 – Socjalistyczna Partia Robotnicza (Partido Obrero Socialista). Pierwszymi sukcesami wywalczonymi przez związki narodowe były:

-wolne niedziele

-ulepszenie warunków w miejscu pracy i w pracowniczych pomieszczeniach mieszkalnych

-ubezpieczenia od wypadków przy pracy

Od pamiętnego dnia masakry w Iquique wiele się zmieniło i warunki pracy w niektórych sektorach znacznie się polepszyły. Dla wielu jednak data 21 grudnia 1907 roku pozostaje datą symboliczną i dlatego już czekam na huczne obchody rocznicy masakry. Ciekawa jestem, czy manifestacje na ulicach w Santiago będą tak liczne, jak te sto lat temu. Obiecuję zdać z tego relację.




czwartek, 18 października 2007

Victor Jara – chilijskie “Mury”




Ćwierć wieku i Ocean Atlantycki dzieliły tych dwóch artystów, lecz łączyło ich to, że obaj byli bardami opozycji, pieśniarzami - buntownikami wobec ustroju politycznego dwóch tak odległych od siebie krajów. Pomimo tego, że obaj cieszyli się popularnością w gronie opozycji, dla każdego z nich opozycja oznaczała zupełnie co innego. Różnica polega na tym, że Victor Jara był twórczym oparciem dla pierwszego komunistycznego prezydenta wybranego w demokratycznych wyborach – Salvadora Allende, natomiast Kaczmarski był siłą dla opozycji w komunistycznej Polsce. Obaj umarli młodo. Jara w wieku 41 lat z rąk wojskowych wkrótce po puczu w 1973 roku. Kaczmarski na raka przełyku w wieku 47, tyle że już w trzecim tysiącleciu.

Wywodzący się z chłopskiej rodziny Victor Jara wyznał, że umiłowanie muzyki zawdzięcza swojej matce, Amandzie, której zadedykował jedną piosenkę „Te recuerdo Amanda” (z 1968 roku). W utworze tym miłość pomieszał z klimatem robotniczej codzienności. Ostatnia zwrotka ewidentnie podkreśla bolesny do dziś dla Chilijczyków temat desaparecidos, czyli zaginionych. (Według najnowszych danych instytucji badających zbrodnie junty Pinocheta w okresie od 1973 do 1989 zostało zamordowanych lub zaginęło 3200 osób. Po zamachu prześladowania objęły głównie opozycję polityczną w ramach Operacji Kondor.)




Te recuerdo, Amanda,
la calle mojada,
corriendo a la fábrica
donde trabajaba Manuel.

La sonrisa ancha,
la lluvia en el pelo,
no importaba nada,
ibas a encontarte con él.

Con él, con él, con él, con él.
Son cinco minutos. La vida es eterna en cinco minutos.
Suena la sirena. De vuelta al trabajo
y tu caminando lo iluminas todo,
los cinco minutos te hacen florecer.

(…)

Con él, con él, con él, con él.
que partió a la sierra,
que nunca hizo daño. Que partió a la sierra,
y en cinco minutos quedó destrozado.
Suena la sirena, de vuelta al trabajo
muchos no volvieron, tampoco Manuel.

(a tu partytura)

Piosenka opowiada na pozór sielankową historię zakochanej Amandy, która biegła z radością na spotkanie swego ukochanego do fabryki, w której pracował. Jednak podczas przerwy w pracy nie doszło do umówionego spotkania zakochanych, ponieważ Manuel został wywieziony i zamordowany, jak większość opozycjonistów (Muchos no volvieron, tampoco Manuel). Być może właśnie ta piosenka była swego rodzaju przeczuciem własnego końca: pięc lat po napisaniu tego utworu Victor Jara był torturowany, obcięto mu palce prawej dłoni, by nie mógł grać na gitarze, a następnie zamordowano na stadionie w centrum Santiago (Estadio de Chile). Jego rozstrzelane ciało wyrzucono na ulicę, by dać przykład jaki koniec może czekać wszystkich tych, którzy nie będą chcieli zaakceptować wojskowej dyktatury. Pewien dziennikarz, który znalazł się wraz z Jarą i z wieloma innymi „niewygodnymi” dla Pinocheta ludźmi wspomina moment, w którym zobaczył muzyka pozbawionego palców. Jara miał wówczas powiedzieć: „Spójrz na moje dłonie, spójrz na moje dłonie, rozgnietli mi palce, bym już nigdy nie mógł grać na gitarze...” W trzydzieści lat po tragicznej śmierci (11 września 2003 roku) uhonorowano jego imieniem historyczny stadion, miejsce tortur i przesłuchań wszystkich opozycjonistów. Imię Victora Jary nadano również odkrytej przez radzieckiego astronoma Nikolaia Stepanovicha Chernykhego planetoidzie – „2644 Victor Jara”.





Ale wrócę jeszcze do pewnych wydarzeń poprzedzających wstąpienie Allende na prezydencki stołek. Koniec lat sześćdziesiątych był okresem, w którym ruch robotniczy żył nadzieją na lepszą i sprawiedliwszą przyszłość. Kultura kwitła, a wraz z nią grupy muzyków podkreślających rewolucyjny charakter swej twórczości, których teksty przesycone były hasłami głoszącymi równość klasową, sprawiedliwość i rewolucję. W tym czasie Jara nie tylko koncertował, lecz również reżyserował spektakle wraz z grupą teatralną Uniwersytetu Chilijskiego w Santiago, interesował się folklorem chilijskim, współpracował twórczo z zespołem Quilapayún. W takiej właśnie atmosferze twórczego ferworu odbył się festiwal piosenkarzy folklorystycznych w 1970. Gazeta „El Siglo” z 30 kwietnia 1970 roku zamieszcza notatkę o tym, że także muzyka może być bronią rewolucji. „Gitara i pieśni podniosły się i utworzyły zaciśniętą pięść” – tak oto dziennikarz „El Siglo” przedstawił występ wykonawców muzyki folklorystycznej, w której wziął również udział sam Salvador Allende (brakowało mu wtedy jeszcze pół roku do momentu objęcia władzy). Oczywiście nie obyło się bez propagandowych sloganów: w tle za sceną pojawił się napis „Nie ma rewolucji bez pieśni”, a kandydat na prezydenta Allende oddał hołd zmarłej pieśniarce ViolecieParra, mówiąc, że to właśnie ona podkreślała uparcie niesprawiedliwość, w jakiej żyje społeczeństwo chilijskie. Zapewnił również, że jego partia Unidad Popular będzie w stanie dokonać konkretnych zmian, których Chile potrzebuje. Artyści (wśród nich Victor Jara, Quilapayùn, Angel i Isabel Parra) wyrazili otwarcie swoje poparcie dla przywódcy lewicowej partii. Ze sceny padły również słowa wykonawców: „Śpiew jest dla nas barykadą aby bronić się przed tymi, którzy mają zamiar kolonizować nas na polu kultury”; „Nasze pieśni będą mogły przekształcić się w niebezpieczną broń, dzięki której obudzimy tych, co jeszcze śpią”; „Śpiewamy dla robotników, kobiet, studentów, mieszkańców wsi”. Taka właśnie była publiczność i wielbiciele twórczości Jary.


Trudno w postaci naszego barda Jacka Kaczmarskiego nie doszukać się paru analogii z Victorem Jarą. Twórczość Kaczmarskiego, powszechnie kojarzonego z okresem pierwszej Solidarności oraz stanem wojennym, była rozpowszechniana w nieoficjalnych wydawnictwach i odbierana jako głos antykomunistycznej opozycji. I tu właśnie pojawia się drobna różnica: komunizm w Chile narodził się w jasno określonych okolicznościach wewnętrznych, został zaakceptowany (na parę lat) z racji nieznośnego ucisku społecznego jaki je poprzedzał. W naszym kraju, ze względu na uświęcone tradycje i przywiązania Polacy z pewnością sami z siebie nie zrodziliby reżimu komunistycznego (wg N. Daviesa), tak jak to miało miejsce w Chile, gdzie Salvador Allende został wybrany w demokratycznych wyborach, ku radości represjonowanej klasy robotniczej.

W bogatej twórczości Kaczmarskiego znalazły się utwory ilustrujące wszystkie istotne wydarzenia z lat 1939 – 1989 w Polsce: od najazdu wojsk sowieckich na wschodnią Polskę, poprzez Powstanie Warszawskie, Katyń oraz kolejne punkty zwrotne w historii kraju: Czerwiec i Październik '56, Marzec '68, Grudzień '70, stan wojenny, czas nadziei wiązanych z Okrągłym Stołem i pierestrojką w ZSRR. By nie pisać o „Murach”, wspomnę tylko o dwóch tekstach: „Pięciu sonetach o umieraniu komunizmu”, czy „Rehabilitacji komunistów”. Oto fragment drugiego utworu:


Niepotrzebna jest do tego żadna filozofia,
Żeby wiedzieć, że stworzenia akt - wymaga ofiar.
Cóż dopiero, gdy się tworzy nowe świata zręby,
Kiedy składa się ofiary i popełnia błędy.

Czy tekstu tego nie mógłby napisać Jara krytykując reżim we własnym kraju?

Pomimo rozbieżności w ideach politycznych, Jara – komunista, Kaczmarski – antykomunista (choć jest to duże uproszczenie), obaj śpiewali pieśni o wolności i sprawiedliwości, które stały się pokarmem dla wielu pokoleń uciśnionych ludzi, którym niewygodnie było żyć w zgodzie z panującą władzą. Pomijając okoliczności zewnętrzne i zapatrywania polityczne, teksty Kaczmarskiego i Jary mają zbliżoną treść oraz bliźniaczo podobny odbiór wśród słuchaczy, dla których te dwie postacie stały się symbolem artystycznej walki o wolność.


więcej informacji na temat Victora Jary znajdziesz tutaj.